niedziela, sierpnia 5

Sałatka szpinakowa z fetą i suszonymi pomidorami

Sałatki są jednymi z moich ulubionych dań – ekspresowe, nie wymagające wielkich przygotowań, a z odpowiednią ilością dodatków spokojnie sprawdza się w roli samodzielnego posiłku, a nie dodatku do obiadu. W ostatnim czasie karierę na naszym stole robi prosta sałatka szpinakowa z fetą i suszonymi pomidorami, która w podstawowej wersji nadaje się jako dodatek np. do grillowanego mięsa, ale gdy dodamy do niej kęski kurczaka jest lekkim obiadem, idealnym na upalne dni.

Składniki:
  • opakowanie młodego szpinaku (ok. 150-200g)
  • małe opakowanie kiełków brokuła
  • 200 g sera feta w kostkach
  • 4-5 kawałków suszonych pomidorów w oleju
  • garść oliwek
Dressing:
  • łyżka octu balsamicznego
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • sok z połówki cytryny
  • łyżeczka ziół do sałatek
  • sól, pieprz
Do dużej miski wrzucamy umyty szpinak, kiełki i ser feta bez zalewy. Pomidory kroimy w paski, oliwki odsączamy, kroimy w plasterki lub ćwiartki i dodajemy do pozostałych składników. W drugim naczyniu robimy dressing – do oliwy dodajemy ocet, sok z cytryny oraz zioła. Łączymy składniki i dodajemy dressing do sałatki. Po dokładnym wymieszaniu doprawiamy do smaku solą i pieprzem. W gorące dni najlepiej smakuje odrobinę schłodzona.

środa, maja 9

Toskańska panzanella

Włoskich klimatów nigdy dość, szczególnie gdy pogoda za oknem każe nam się zastanawiać czy nadal znajdujemy się w klimacie umiarkowanym, czy może jakimś cudownym sposobem w ciągu nocy przenieśliśmy się do pięknej Toskanii. Kierowani właśnie takimi przemyśleniami i ogólną niechęcią do ciepłych dań znaleźliśmy przepis na sałatkę idealną w takie dni – mowa oczywiście o panzanelli, tradycyjnej toskańskiej sałatce chlebowej. Przyznam, że była to moja pierwsza przygoda z tym daniem, ale z miejsca się zakochałam – mimo skomplikowanego opisu, przygotowanie jej wcale nie jest takie trudne i zajmuje relatywnie mało czasu, a efekt wspaniały! Na tegorocznych imprezach i grillach będzie pozycją obowiązkową, a biorąc pod uwagę jej zdolności ‘utylizacyjne’ produktów, którym kończy się przydatność (vide: czerstwy chleb) zapewne zagości u nas na stałe w różnych konfiguracjach :)

Składniki:

  • 1 czerwona papryka
  • 300g czerstwego chleba dobrego gatunku (ok. pół średniej wielkości bochenka)
  • 4 duże dojrzałe pomidory
  • 4 dojrzałe żółte pomidory
  • 6 filecików anchois
  • 1 garść małych kaparów (opłukanych)
  • 2 serca selera naciowego (biała część łodygi, bez zdrewniałych włókien)
  • 1 czerwona ceula
  • duża garść listków świeżej bazylii
Dressing:
  • ocet balsamiczny
  • oliwa z oliwek
  • mały ząbek czosnku
  • sól i świeżo zmielony pieprz

Z chleba (1-3dniowy) odkrawamy twarde skórki, rwiemy na kawałki wielkości kęsa i rozkładamy je na blasze, aby odrobinę podsuszyć je w piekarniku.
Pomidory kroimy na cząstki wielkości kawałków chleba, delikatnie solimy. Do miski wkładamy kapary oraz lekko rozdrobnione anchois, nad nią ustawiamy durszlak lub sitko, do którego przekładamy pomidory i pozostawiamy, aby puściły sok (możemy im ‘pomóc’ lekko rozgniatając je ręką – kawałki nie muszą przecież zachować idealnego kształtu).
Cebulę i serca selera kroimy w plasterki – im cieńsze tym lepsze, takie dodadzą lekkości sałatce. Całość wkładamy do drugiej miski, razem z chlebem oraz papryką pokrojoną w kostkę. Jeśli mamy czas możemy wcześniej upiec paprykę, co doda jej delikatności i zmieni smak – ja osobiście lubię jedynie surową paprykę i taka znalazła się w naszej sałatce :)
Poruszamy pomidorami na durszlaku i dociskamy je, aby wydobyć maksymalnie dużo soku. Wyjmujemy anchois, lekko rozdrabniamy i razem z pomidorami przekładamy do miski z pozostałymi składnikami.
Czas na dressing. Do zebranego soku dodajemy 1 łyżkę octu oraz 6-7 łyżek oliwy z oliwek. Obieramy ząbek czosnku i posiekany lub miażdżony dodajemy do mieszanki, która po wymieszaniu powinna mieć wyraźnie kwaskowy smak. W razie potrzeby doprawiamy solą  i pieprzem. Dressing dodajemy do sałatki i dokładnie mieszamy, w trakcie dorzucając świeżą bazylię. Panzanella jest gotowa do podania! :)

niedziela, maja 6

Bruschetta z warzywami

Przyszedł maj, a na dworze lipcowa pogoda, która zdecydowanie zniechęca do jedzenia, gotowania, robienia czegokolwiek na gorącym i dusznym poddaszu. Osobiście najchętniej bym się żywiła mocno schłodzonym arbuzem pokrojonym w małą kostkę i mrożonymi koktajlami. Niestety, organizm wymaga jeszcze innych elementów w diecie, więc kierowani lenistwem postawiliśmy na sprawdzone w gorące dni danie – bruschettę, tym razem w wersji bogatszej: z warzywami, mozarellą i oliwkami. Taki obiad jest naprawdę banalny, jego przyrządzenie zajmuje najwyżej 25 minut, a na ciabattę możemy położyć praktycznie wszystko, co znajdziemy w lodówce (idealne rozwiązanie, kiedy w lodówce nie mamy wiele, a skwar nie zachęca do wycieczki na zakupy).

Składniki:
  • duża ciabatta
  • 1 średniej wielkości cukinia
  • 1 czerwona cebula
  • 1 czerwona papryka
  • 2 pomidory
  • mozarella
  • garść oliwek
  • dobrej jakości oliwa z oliwek
  • świeża bazylia
  • pieprz, sól, oregano


Warzywa kroimy w drobną kostkę, pomidora pozostawiamy do odsączenia, cukinię i cebulę podsmażamy kilka minut na wolnym ogniu -powinny być miękkie i lekko rumiane. Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni. Ciabatę kroimy w duże kromki, każdą smarujemy oliwą i podpiekamy 4 minuty w piekarniku. Po wyjęciu na każdą kromkę nakładamy warzywa, pokrojone w plasterki oliwki, porwaną mozarellę oraz doprawiamy przyprawami do smaku. Zapiekamy ok. 5 minut (do zrumienienia brzegów). Przed podaniem każdą kromkę dekorujemy listkiem bazylii.

niedziela, stycznia 8

Kurczak w curry


Staram się gotować, jak mogę – ostatnio nie mam na to ani chęci, ani czasu zbytnio i wstyd przyznać, ale bytujemy z M. głównie na półproduktach, wałówkach od rodziny ;) i gotowcach. Straszne, prawda? W miarę możliwości próbuję zmieniać ten stan rzeczy, a pomagają mi przy tym książki, które dostaliśmy na Święta. Ja obecnie zgłębiam Apetyczną Pannę Dahl (którą swoją drogą polecam!) i to właśnie z tej książki pochodzi poniższy przepis. To znaczy nie do końca – bo przecież nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła ;)
Przyznam szczerze, że nie jadłam lepszego domowego curry – mleko kokosowe nadaje mu wspaniałej kremowości i delikatności, a jednocześnie nie wyczuwa się jego intensywnego smaku czy zapachu (co dla mnie akurat jest dużą zaletą, bo za kokosami nie przepadam).



Składniki:
  • 3 łyżki oliwy
  • 3 średnie cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki świeżego tartego imbiru
  • 2 łyżki curry w proszku
  • 1 łyżeczka pieprzu cayenne
  • sól i pieprz
  • 2 filety z piersi kurczaka
  • 400 ml mleka kokosowego
  • 1 pęczek świeżej posiekanej kolendry



Cebulę oraz czosnek drobno posiekać, dodać starty imbir i podsmażyć parę minut na oliwie. Dodać curry i pieprz cayenne, zamieszać i smażyć kolejną chwilę. Kurczaka pokroić w większą kostkę i wrzucić na patelnię z mieszanką. Smażyć aż całe mięso będzie ścięte i doprawić solą i pieprzem.
Zalać kurczaka mlekiem kokosowym i gotować na małym ogniu, aż masa zgęstnieje, a kurczak dojdzie (ok. 15-20 minut). Na 3 minuty przed końcem dodać łyżkę posiekanej kolendry.

Podawać z ryżem basmati, posypanym pozostałą kolendrą.