Staram się gotować, jak mogę – ostatnio nie mam na to ani chęci, ani czasu zbytnio i wstyd przyznać, ale bytujemy z M. głównie na półproduktach, wałówkach od rodziny ;) i gotowcach. Straszne, prawda? W miarę możliwości próbuję zmieniać ten stan rzeczy, a pomagają mi przy tym książki, które dostaliśmy na Święta. Ja obecnie zgłębiam Apetyczną Pannę Dahl (którą swoją drogą polecam!) i to właśnie z tej książki pochodzi poniższy przepis. To znaczy nie do końca – bo przecież nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła ;)
Przyznam szczerze, że nie jadłam lepszego domowego curry – mleko kokosowe nadaje mu wspaniałej kremowości i delikatności, a jednocześnie nie wyczuwa się jego intensywnego smaku czy zapachu (co dla mnie akurat jest dużą zaletą, bo za kokosami nie przepadam).
Składniki:
- 3 łyżki oliwy
- 3 średnie cebule
- 2 ząbki czosnku
- 3 łyżki świeżego tartego imbiru
- 2 łyżki curry w proszku
- 1 łyżeczka pieprzu cayenne
- sól i pieprz
- 2 filety z piersi kurczaka
- 400 ml mleka kokosowego
- 1 pęczek świeżej posiekanej kolendry
Cebulę oraz czosnek drobno posiekać, dodać starty imbir i podsmażyć parę minut na oliwie. Dodać curry i pieprz cayenne, zamieszać i smażyć kolejną chwilę. Kurczaka pokroić w większą kostkę i wrzucić na patelnię z mieszanką. Smażyć aż całe mięso będzie ścięte i doprawić solą i pieprzem.
Zalać kurczaka mlekiem kokosowym i gotować na małym ogniu, aż masa zgęstnieje, a kurczak dojdzie (ok. 15-20 minut). Na 3 minuty przed końcem dodać łyżkę posiekanej kolendry.
Podawać z ryżem basmati, posypanym pozostałą kolendrą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz